Joanna, 35 lat, prowadzi własną firmę

Cześć. Jestem Asia, mam 35 lat i, mieszkam w Warszawie. Prowadzę własną działalność gospodarczą.

Wychowywałam się w małej miejscowości. Dziadkowie, którzy mnie wychowali z powodu alkoholizmu rodziców, zawsze dopingowali mnie w nauce. Uczyłam się nieźle i wyjechałam na studia do Krakowa. Ponieważ w podstawówce i szkole średniej byłam niezła z matematyki i chciałam mieć konkretny fach, który pozwoli mi szybko być samodzielną, wybrałam intratny kierunek matematyki w ubezpieczeniach na Politechnice Krakowskiej. Dziadkowie pomagali mi finansowo, a ja bardzo chciałam, jak najszybciej zarabiać na siebie.

Na początku pracowałam, jak większość studentów, w krakowskich lokalach. Picie i alkoholizm były moimi wrogami. Ale poznałam Andrzeja. Był ode mnie dużo starszy – bez mała 10 lat, ale był miły i niezależny, co jest dla mnie ważne. Na początku nie zwróciłam zbytniej uwagi na pewne sygnały w życiu Andrzeja – rozwodnik, alimentował dziecko i… lubił wypić. Pił inaczej niż moi rodzice. Czasem robiłam mu awantury, ale Andrzej tłumaczył mi, że będąc menadżerem na spotkaniach biznesowych to naturalne, że spożywa się alkohol. Andrzej pił także regularnie drinki w domu. A fakt, że spożywał lepsze alkohole, spowodował iż nie zwróciłam większej uwagi, że mój facet pije za dużo. Że pije regularnie, i że zwalcza stres alkoholem.

W każdym razie, teraz ku mojemu zdumieniu, widzę, że przejęłam część jego nawyków. Po studiach załatwił mi dobrą pracę. Wpadłam w wir zawodowy. Dom, dziecko – to nie były moje ówczesne priorytety. Oboje byliśmy taką „nowoczesną parą” – mieszkanie w apartamencie, wysokie zarobki, niezłe samochody (służbowe) i komórki. Żyliśmy bez ślubu. I sporo piliśmy. Do tego z czasem doszły narkotyki, które Andrzej potrafił załatwić. Zaczęło się niewinnie, od marihuany. Potem ekstazy, itp. Nie chodziliśmy po klubach, nie uczestniczyli w tym żadni znajomi.

Niespełna półtora roku temu odkryłam, że Andrzej mnie zdradza. Nie byłam do niego nie wiadomo jak przywiązana, ale i tak bardzo to przeżyłam. Wyprowadziłam się, zerwałam znajomość. Byłam sama, nie radziłam sobie ze stresem, zaczęłam pić … do nieprzytomności. Chyba wpadłam w depresję. Z tego powodu poszłam do psychiatry. Po zebraniu wywiadu okazało się, że oprócz obniżonego nastroju występuje u mnie uzależnienie od alkoholu. Na początku kompletnie tego nie przyjęłam. Byłam wściekła, że nikt nie potrafi mnie zrozumieć. Przyjmowałam leki przeciwdepresyjne i dalej piłam, a mój stan się pogarszał.
Pewnego dnia zaczęłam czuć się potwornie, myślałam, że umieram, zabrano mnie do szpitala, gdzie stwierdzono objawy zatrucia alkoholem. Po tym wydarzeniu podjęłam terapię odwykową, a leczenie depresji w końcu zaczęło odnosić skutki. Odzyskałam motywację i chęć do życia. Mam nową pasję i perspektywę na udane życie. Spełniłam marzenie – założyłam swoją firmę .Raz jest lepiej, raz gorzej, jednak teraz jestem szczęśliwsza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *